Władysław Motyka niestrudzenie od lat przekonuje do dokumentowania i pisania książek, dopatrując się w nich - nie bez słuszności – lekarstwa na zapisanie w pamięci dziejów i dorobku Związku Podhalan. Podpiera się słowMotyka Beskidy i Tatry okladka em Tetmajera – „Co piórem napises, tego ciupagom nie wyrombies”. W kolejnej swojej książce „Beskidy i Tatry straż góralskiej watry” opisuje mało znane fakty o dokonaniach góralskiego ruchu regionalnego na Żywiecczyźnie i jego znaczenia dla całej Góralszczyzny, nie bez kozery pisanej z dużej litery.

Główną przyczyną napisania książki okazuje się jubileusz 90.lecia Oddziału Związku Podhalan w 2016 roku, ale nie tylko, bo zaraz za nim – co wyczytać można we wstępie – zainteresowanie i dyskusja wokół jego działalności, także poza nim. Sprowokowały Autora pytania w rodzaju: skąd Związek na Żywiecczyźnie, przecież to nie Podhale; czuję się góralem, ale nie jestem Podhalaninem; tudzież dosadniejsze: dlaczego miesza się do polityki i widać was tylko w kościele?

Taką rękawicę ludzi niezadowolonych z rzeczywistości, doszukujących się ujemnych stron, podejmuje Władysław Motyka. Czy to mu się udało? W dużej mierze tak, chociaż wszystkich niepodobna przekonać do swoich racji. Książka pomoże zgłębić wątpliwości.
Opracowanie składa się z trzech rozdziałów, ktoś powie: tylko? – tymczasem każdy jest tak rozbudowany, że nie zdziwiłbym się, gdyby Autor zamiast jednej zdecydował się na... trzy książki. Cenny, wręcz fundamentalny w założeniu jest pierwszy, który omawia zasięg działania Związku Podhalan, aspekt ważny przy wątpliwościach jego wąskich czy szerokich aspiracji; Ogniska Związku w okresie międzywojennym 1919-1939 i rolę po 1945 roku oraz na przełomie wieków XX-XXI.

Rozdział drugi dokumentuje działalność Związku Podhalan na Żywiecczyźnie w latach 1926-1939 potwierdzając jej znaczenie, która podobnie jak Nowotarszczyzna w historycznym kształcie są najmocniejszymi ośrodkami, wręcz filarami góralszczyzny w zachowaniu kultury materialnej i oddziaływaniu na sąsiednie subregiony. Przywołuje Autor Jakuba Zachemskiego z XIII Zjazdu Związku Podhalan z sierpnia 1929 roku, który o tych dwóch regionach powiedział: „Łączy je mianowicie wspólna tradycja walki o Ślebodę i walki ekonomicznej przed żywiołem napływowym, podobieństwo charakteru ziemi i ludu, przywiązanie ludzi do ziemi i bieda... Wspólne nam są także dobra duchowe, gwara, pieśń i muzyka, strój, budownictwo i zdobnictwo...”.

Rok 1926 nie jest przypadkowy w uznaniu go za początek ruchu podhalańskiego na Żywiecczyźnie. W tym czasie powstały warunki do rozciągnięcia działalności Związku Podhalan na całą góralszczyznę. Ideę tę skutecznie propagowało Ognisko w Warszawie, kierowane przez Feliksa Gwiżdża, wiceprezesa Związku, przyczyniając się do organizacyjnego rozwoju, w szczególności na Żywiecczyznę, ale skorzystały na tym również Sądecczyzna i Limanowskie. Pierwsze Ognisko Związku Podhalan na Żywiecczyźnie powstało 26 lipca 1926 r. w Radziechowach.

Rozdział trzeci dokumentuje Związek Podhalan na Żywiecczyźnie na przełomie XX i XXI wieku. W czasie II wojny światowej dorobek Ognisk został przez okupanta zniszczony, po 1945 roku ponoć w wolnej Polsce, władze komunistyczne tak starannie zajęły się Związkiem, że w 1948 roku go rozwiązały, a działaczami, którzy uszli z życiem z pożogi wojennej zajęła się skrupulatnie Służba Bezpieczeństwa. Związek Podhalan powrócił do swych korzeni na Żywiecczyźnie dopiero po wyborze ks. kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową i powstaniu „Solidarności”. Tak, to był punkt zwrotny w dziejach Związku. Do jego rozwoju w regionie przyczynił się skierowany na jej ziemie ks. Władysław Zązel, który doskonale znał problematykę odrębności Podhala, Orawy, Spisza i Pienin, więc Żywiecczyzna nie była mu również obca. Wówczas to na jego drodze stanął student Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Płonka z Koconia k. Ślemienia, który przy jego wsparciu założył 27 grudnia 1987 r. pierwsze od czasów wojny Ognisko w Koconiu. Takie to były współczesne nam już dzieje Związku Podhalan na Żywiecczyźnie, a jakie były dalsze opisuje skrupulatnie Władysław Motyka. Od 1993 działa już Oddział Górali Żywieckich z siedzibą w Milówce, który ponownie stał się wyróżniającą organizacją społeczną na Żywiecczyźnie.
Władysław Motyka daje odpowiedź wszystkim wątpiącym i zadających pytania na temat Związku Podhalan na Żywiecczyźnie, które po przeczytaniu książki już takie trudne nie są. Cóż, czy nie miał racji Kazimierz Przerwa-Tetmajer mówiąc o słowie pisanym? Autor zadedykował książkę „Młodym ku pamięci i odwadze”, pochylmy i nad tym głowę.

O sensie góralskiego żywobycia gen. Andrzej Galica napisał oryginalną maksymę, wartą przytoczenia na końcu mojej recenzji:

W zyciu jak w karcmie sytkaśmy tu przechodnie
i ślad nasego zywota znacymy swoimi cynami.
Kces zatem w zyciu zaznacyć się godnie?
Co mozes cyń! Cyń! Cyń!
Przeto – w karcmie pij, w dóma sie kochoj, a w polu sie bij!

Książka została starannie wydana na papierze kredowym, w twardej oprawie, na wyklejkach zamieszczono bardzo pouczające mapki o zasięgu Związku Podhalan w latach 1919-1939 i 1960-2016, według struktur administracyjnych kraju.

Ryszard M. Remiszewski

Władysław Motyka: Beskidy i Tatry straż góralskiej watry. 90 lat Związku Podhalan na Żywiecczyźnie 1926-2016, Milówka 2016, s. 424