Podhale Region

Środa, 26 lipiec 2017

Ostatnia aktualizacjaŚr, 26 Lip 2017 3pm

Jesteś tutaj: Home Wiadomości Prawo Piwniczna hodowla konopi – profesjonalna i rozwojowa. Właściciel budynku – w USA

Reklama

Piwniczna hodowla konopi – profesjonalna i rozwojowa. Właściciel budynku – w USA

marihua17

GRONKÓW. Ujawniona niedawno – jako jedna z największych od kilku lat plantacji konopi indyjskich na terenie Małopolski – hodowla w Czarnym Dunajcu, z prawie 3 tysiącami roślin i kilkudziesięcioma kilogramami suszu, nie była jedyną na Podhalu. Nie zostało bowiem dotąd nagłośnione odkrycie dobrze przygotowanej i jeszcze lepiej ukrytej produkcji w innej części regionu.

Dokładnie rok temu funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu, działając na podstawie wydanego przez nowotarską Prokuraturę Rejonową nakazu przeszukania, trafili do wyjątkowo profesjonalnie zorganizowanej hodowli konopi nieopodal miasta, bo w pobliskim Gronkowie. Do tej pory jednak postępowanie nie zostało zakończone, gdyż musiało ulec zawieszeniu. Ale sprawa jest ciekawa i rozwojowa.

- Zostało tam ujawnionych 41 krzewów roślin konopi oraz częściowo już wysuszone rośliny, przygotowane do dalszej obróbki – mówi prokurator Jacek Tętnowski. - Prokuratura wychodzi z założenia, iż właściciel domu jest właścicielem uprawy, ale człowiek ten opuścił Polskę i przebywa aktualnie w Stanach Zjednoczonych. Prokuratura planuje teraz wystąpienie do konsulatu USA o przedstawienie mu zarzutu i przesłuchanie w charakterze podejrzanego – między innymi w celu poznania jego wersji obrony, zweryfikowania tej wersji, a w dalszej kolejności, jeżeli nasze argumenty, nasz dowody potwierdzą się – będziemy podejmować kroki, żeby nie uniknął odpowiedzialności karnej.

Obiekt, w którym znajdowała się plantacja konopi, jest nowo wybudowanym domem w stanie surowym otwartym. Co ciekawe jednak – konopie nie oglądały światła dziennego, ponieważ uprawa prowadzona w była w zamaskowanej piwnicy, całkowicie pozbawionej okien i drzwi. Ani z zewnątrz, ani w wnętrza domu nie prowadziło do niej żadne wejście.

- Jedyna możliwość wejścia była przez szambo oczywiście nieużywane, jedynie zamontowane – wyjaśnia prokurator. – Tamtędy wchodziło się do piwnic budynku, w których prowadzona była ta hodowla. Na miejscu, podczas prowadzonych czynności, funkcjonariusze ujawnili instalację doprowadzającą i doprowadzającą powietrze, instalację wodną, oświetlenie. Zainstalowane były nawiewy oraz lampy nagrzewające.

Na podstawie przeprowadzonej ekspertyzy zabezpieczonego materiału roślinnego biegli określili, że w przypadku hodowli w Gronkowie mamy do czynienia z ponad 2 tysiącami gramów ziela konopi, a więc ze znaczną ilością środka odurzającego. Taka produkcja pozwoliłaby na sporządzenie od 4 do 6,5 tysiąca „działek” dealerskich marihuany, ponieważ jedna działka waży zwykle od 0,3 do 0,5 grama. Biegli stwierdzili też w roślinach odpowiednią ilość substancji psychoaktywnych. Zważywszy, że cena jednej „działki” marihuany na polskim rynku waha się od 30 do 50 zł, wartość piwnicznej produkcji mogła przekroczyć 200 tys. zł. A trzy piwniczne pomieszczenia o powierzchni ponad 100 metrów kwadratowych, do których prowadził z szamba niski, klaustrofobiczny korytarzyk, dawały możliwość rozwinięcia hodowli do znacznie większych rozmiarów.

Właściciel domu jest rodowitym gronkowianinem, a nowy dom, w bardzo bliskim sąsiedztwie zamieszkałego przez rodzinę budynku, wskazuje, iż był wznoszony z myślą o stworzeniu warunków technicznych do założenia podziemnej plantacji. Hodowla konopi mogła funkcjonować od momentu ukończenia podpiwniczenia, czyli przez około rok.

- Ten człowiek nie został przesłuchany – mówi prokurator. - On wyjechał do Stanów – przynajmniej według oświadczenia rodziny – jeszcze przed wykonaniem policyjnych czynności i zanim plantacja została ujawniona, więc nie było formalnych możliwości przesłuchania go. Za pośrednictwem swojego adwokata, a później nawet osobiście, za pomocą przesyłki pocztowej, powiadomił nas, gdzie przebywa i że jest gotów złożyć zeznania na ten temat w Stanach Zjednoczonych.

Akt oskarżenia prokuratura będzie mogła sporządzić dopiero, gdy przesłucha właściciela budynku w charakterze podejrzanego i sprawdzi jego linię obrony. Na razie postępowanie w tej sprawie – ponieważ nie może się toczyć bez przesłuchania – zostało zawieszone. Prokuratura podejmie natomiast czynności, żeby za pośrednictwem polskich służb dyplomatycznych czy konsularnych zarzut został mu przedstawiony w USA.

Tu nasuwa się pytanie, czy mieszkająca zaledwie kilkanaście metrów od tej hodowli rodzina mogła nie wiedzieć, co rośnie w podpiwniczeniu nowego budynku, ale tej świadomości na razie się ona wypiera, choć przyłącz energetyczny dla piwnicy znajdował się w zajmowanym przez nią domu. Właściciel budynku w stanie surowym wstępnie twierdzi, że podziemna plantacja nie należała do niego.

Prokuraturze nasuwa to podejrzenia, że mógł on być ogniwem jakiejś produkcji sieciowej na znacznie szerszą skalę. Sugeruje to również profesjonalna wiedza, z jaką była urządzana i maskowana hodowla w Gronkowie. Być może zagadkę tę rozwiążą przesłuchania.

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zastrzega sobie jednak prawo do nie publikowania ich, zwłaszcza tych, które zawierają wulgaryzmy, epitety powszechnie uznane za obraźliwe, nawołują do zachowań niezgodnych z prawem, obrażają osoby publiczne i prywatne, inne narodowości, rasy, religie itd.
Komentarze nie dotyczące danego tematu, atakujące personalnie innych komentatorów i autorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz uwagi skierowane do Redakcji – będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

Reklama