Ghajnos1

PIŁKA NOŻNA. Kiedyś zapowiadał się na zawodnika na poziom ekstraklasy. Życie brutalnie jednak zweryfikowało jego marzenia. Pozostał wierny swojej pasji i dziś spełnia się w roli szkoleniowca, który zaraża innych profesjonalizmem. Grzegorz Hajnos to kolejny nasz bohater.

Miłość (nie) od pierwszego spojrzenia

Jest rodowitym nowotarżaninem. Urodził się w 1988 roku. Jest jednym z czterech braci. Trzecim w kolejności. Najstarszy to Tomek, potem był Adam, Grzegorz no i najmłodszy Jacek. Sport od zawsze obecny był ich w życiu. Dużą w tym rolę odegrał w tej kwestii ich tata, czynnie uprawiający spadochroniarstwo.

Grzegorz z braćmi dorastali w czasach świetności nowotarskiego hokeja. I mały Grześ z początku też chciał być hokeistą. W końcu jedną z gwiazd ówczesnej drużyny „Szarotek” był jego wujek Janusz Hajnos.

- To był kuzyn taty. Podziwialiśmy go z trybun. Zamarzyłem sobie by pójść w jego ślady. Tata się jednak nie zgodził. Wiedział ile zdrowia kosztował wujka. Pozostało mi więc uganiać się za krążkiem jedynie na ulicach. Zresztą wtedy w Nowym Targu każda ulica pełna była takich hokeistów. Pamiętam jak każdy chciał być Gusovem lub Primą.

 W hokeja mały Grześ grał zimą, latem najwięcej czasu spędzał na osiedlowym boisku piłkarskim.

- Moim takim pierwszym idolem był o 9 lat starszy brat Adam. Grał w juniorach Podhala. Mieli fajną ekipę. Jeździłem z nimi na każdy mecz wyjazdowy, a grali wówczas w lidze wojewódzkiej. Można powiedzieć że byłem taką maskotką tej drużyny. Adam tego co nauczył się na treningach, potem uczył mnie. Godzinami przesiadywaliśmy na boisku. W związku z tym, że w tym czasie nie było szkółek, czy akademii, dopiero w wieku 13 lat zacząłem treningi w nowo powstałym klubie Szarotka. Na początku tylko trenowałem, bo w klubie nie było sekcji młodzieżowej. Powołano ją rok później. Powstała drużyna juniorów starszych. Byłem najmłodszy w zespole. Grałem przeciwko 18 letnim chłopakom. Później gdy stworzono grupę trampkarzy moim trenerem był Mirosław Bajerski, który bardzo mi imponował. Rozbudził we mnie pewne idee, którym wiernym jestem do dzisiaj.

2 0002 kopia 1

SMS Kraków czyli początek drogi ku marzeniom

Po ukończeniu Szkoły Podstawowej nr 2 i Gimnazjum nr 2 Grzegorz obrał kierunek na Kraków.

- Już wtedy byłem piłka była całym moim życiem. Szukałem pomysłu na siebie. I wtedy pan Rysiek Dziuba, znana postać w podhalańskiej piłce, zasugerował bym spróbował dostać się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Krakowie. Wtedy był „bum” na takie placówki. Konkurencja była olbrzymia. Na jedno miejsce było 3 lub 4 chłopaków. Do Krakowa zjechali z całej Polski. Rodzice jednak nauczyli mnie tego bym nigdy nie przestawał wierzyć w siebie i że ciężką pracą można wszystko w życiu osiągnąć. Zresztą bardzo wpierali mnie w tym pomyśle. Przygotowałem się więc jak najlepiej potrafię do tych testów. Udało się. Dostałem się nie tylko do SMS, ale też w trakcie testów wpadłem w oko trenerowi Mirosławowi Hajdo, który wówczas był szkoleniowcem juniorów młodszych Cracovii . Zaprosił mnie do gry w swoim zespole i ja z tego zaproszenia bardzo chętnie skorzystałem.

Rok później Hajnos w barwach Cracovii wywalczył brązowy Medal Mistrzostw Polski w kategorii juniora młodszego.

- To był 2005 rok. Mieliśmy fajną ekipę m.in. z Michałem Gliwą, Sebastianem Kurowskim czy Kamilem Waksmundzkim. Po drodze do finałów najpierw wygraliśmy ligę wojewódzką, gdzie do samego końca biliśmy się o pierwsze miejsce z Wisłą i koniec końców wyprzedziliśmy ją w tabeli o 1 punkt. Potem wygraliśmy dwa baraże i znaleźliśmy się w gronie 4 finalistów. Szczerze nie pamiętam kto wtedy został Mistrzem. Pamiętam za to kto został najlepszym zawodnikiem finałów. To był Kamil Grosicki.

Elektryczny transfer. 10 minut i 2 gole

Parę miesięcy po MP juniorów młodszych Grzegorz nabawił się kontuzji. To był początek jego końca gry w „Pasach”.

- Naderwałem więzadła poboczne. Wypadłem na pół roku z gry i treningów. Po powrocie już miałem problemy by wywalczyć miejsce w zespole. Zacząłem więc myśleć o zmianie. Doszła do mnie informacja o tym, że Wisła Kraków organizuje test mecz pod kątem selekcji do juniorów starszych. Pomyślałem: czemu nie? Szczególnie, że „Biała Gwiazda” była zdecydowanie bliższa memu sercu niż Cracovia. Zacząłem więc, w tajemnicy, trenować pod kątem tego właśnie test meczu. 3 dni przed nim uszkodziłem rzepkę w kolanie. Z początku ból był niewielki. Pomyślałem, że zażyję coś przeciwbólowego i jakoś to będzie. Już na rozgrzewce ból jednak był nie do zniesienia. Zacząłem kuleć. Trenerzy zapytali czy dam radę. Szkoda mi było tych całych przygotowań. Postanowiłem że spróbuje. Warto było. Wytrwałem wprawdzie na boisku jedynie 10 minut, ale w tym czasie udało mi się zdobyć dwie bramki. Obie po prostopadłych podaniach. Szczególnie pierwsza przypadła do gustu obserwującym to spotkanie. Zdobyłem ja lobując bramkarza z 30 metra. Po meczu podszedł do mnie trener Tomasz Kulawik, który prowadził zespół juniorów starszych i powiedział, że jak wrócę do zdrowia to zaprasza mnie na obóz. Po obozie przekazał, że widzi mnie w swojej drużynie. 2 miesiące potem oficjalnie zostałem zawodnikiem Wisły, spełniając tym samym kolejne swoje marzenie.

ba1b194303

Szansa od Adama Nawałki

W Wiśle grał najpierw w drużynie juniora starszego m.in. wspólnie z Łukaszem Burligą, Patrykiem Małeckim i Krzysztofem Mączyńskim. Potem został przesunięty do powołanej drużyny rezerw, która wówczas występowała na 4 poziomie rozgrywkowym. Prowadził ją Kazimierz Moskal. Za ambitną postawę na treningach i w meczach Grzegorza spotkała nagroda.

- Ekstraklasa miała przerwę na reprezentacje. Część zawodników pierwszej drużyny wyjechała na zgrupowania. m.in. Kuba Błaszczykowski. Ja grałem na jego pozycji. Trener Adam Nawałka zaprosił mnie na trening. Długo nie mogłem dojść do siebie. Nie mogłem uwierzyć, że siedzę w jednej szatni z zawodnikami, z którymi w dzieciństwie robiłem sobie zdjęcia jak Maciej Żurawski, czy Arkadiusz Głowacki. Niesamowite przeżycie.

Wydawało się, że to dla Grzegorza był początek drogi na szczyt. Niestety rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

hajnosglowacki

Bolesna diagnoza lekarska. „ Piłkarzem nie będziesz ”

Z czasem coraz częściej zaczęły trapić go kontuzje, co powodowało coraz dłuższe przerwy w grze i treningach.

- Jak tylko wyleczyłem jeden uraz, po tygodniu, dwóch przytrafiał się kolejny. Jak już grałem to w okolicach 70 minuty łapały mnie skurcze. W końcu sztab szkoleniowy Wisły na czele z doktorem Urbanem, zalecił mi kompleksowe badania w celu wykrycia powodów tak dużej urazowości, szczególnie że prowadziłem się jako sportowiec bardzo dobrze. Trafiłem do specjalistycznej kliniki. Z wynikami poszedłem do lekarza specjalisty, który powiedział mi wprost, że tak zaawansowanego płaskostopia i koślawych stóp jeszcze nie widział. Z badań wynikło że mam ponad 30 procent większe obciążenie mięśni i stawów, niż normalny człowiek. Usłyszałem od lekarza, że jeżeli nie chcę w przyszłości mieć poważnych problemów z kręgosłupem to muszę sobie dać spokój z wyczynowym sportem, bo zawodowym piłkarzem i tak nie będę. Te słowa bolały, ale nie dopuszczałem do siebie myśli, że nie będę grał w piłkę. Wyszedłem z gabinetu i poszedłem prosto na trening.

Cios w serce

Ostatecznie kariery w Wiśle nie zrobił. Trafił na wypożyczenie do trzecioligowego wówczas Przeboju Wolbrom, prowadzonego przez Antoniego Szymanowskiego.

- W Przeboju mieli ambitne plany. Zaczęli tam przychodzić zawodnicy z wyższych lig. Ja miałem ten atut, że byłem młodzieżowcem, więc było łatwiej o grę. Fajnie to wyglądało.

Równocześnie z grą w klubie z Wolbromia, Grzegorz rozpoczął studia na krakowskim AWF. Niestety jakiś czas później jego i jego rodzinę spotkała tragedia.

- Tata zachorował na nowotwór. Był on złośliwy. Lekarze powiedzieli wprost, że ma przed sobą jeszcze co najwyżej pół roku życia. Nie zastanawiając się, spakowałem swoje rzeczy i wróciłem do domu. Chciałem być przy nim w tych ostatnich jego chwilach.

Nowy pomysł na życie

Po powrocie na Podhale przez 2 lata grał w 4 ligowym wówczas Lubaniu Maniowy u trenera Bartłomieja Walczaka. Potem jeszcze przez jakiś czas występował w nowotarskiej Szarotce i ostatecznie zawiesił „buty na kołkach”.

- Po śmierci taty zmieniły się nieco priorytety w moim życiu. Piłka wciąż była dla mnie ważna, ale też zdałem sobie sprawę, że nie dam rady się z niej utrzymać. Zwłąszcza, że z czasem założyłem rodzinę, na świat przyszły moje trzy córeczki: Gabrysia, Zosia i Marysia. Mieszkając w Krakowie przyglądałem się różnym biznesom. Wpadły mi do oka budki z fast foodami. Sam z racji diety sportowca bardzo rzadko jadłem w tego typu miejscach, ale widziałem jakim dużym zainteresowaniem się cieszą. Pomyślałem czemu nie otworzyć taki punkt w Nowym Targu. I zrobiłem to. Za jakiś czas otworzyłem kolejne. Doczekałem się też własnej restauracji.

Jak sam mówi piłka wciąż była ważna, do tego stopnia że zaczął kształcić się w roli szkoleniowca.

- Gdzieś zawsze miałem w głowie, że jak mi nie wyjdzie jako zawodnikowi, to spróbuje jako trener. Od każdego szkoleniowca, z którym miałem styczność, starałem się coś wynieść, zapamiętać by w przyszłości móc to wykorzystać już w swojej samodzielnej pracy.

20170308 110842

Brutalne zderzenie się z polską rzeczywistością

Szybko zdobywał kolejne uprawnienia i licencje. Zaczęły się też wyjazdy na staże. Pierwszy odbył w GKS Katowice, który prowadził dobrze znany mu z czasów Wisły Kazimierz Moskal.

Tam też po raz pierwszy zetknął się z nieco inną - mniej przyjemną – stroną polskiej ligowej piłki nożnej

- Był normalny trening. W pewnym momencie na stadion weszła grupa zamaskowanych kibiców GKS, którzy mieli pretensje o grę i wyniki zespołu. Atmosfera od dłuższego czasu była napięta. Doszło do ostrej wymiany zdań między nimi a trenerem Moskalem, a później zawodnikami. Byłem bardzo blisko i przyznam, że nogi trochę się ugięły. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie zetknąłem. Niespecjalnie wiedziałem jak się zachować. Na szczęście sytuacja się opanowała i wróciliśmy do normalnych zajęć.

Oprócz GKS Hajnos odbył staże m.in. w Bayerze Leverkusen, WFL Wolfsburg, Shanghau Shenhua a także innych polskich klubach.

W 2013 roku, mając 25 lat został szkoleniowcem B klasowej Lepietnicy Klikuszowa i już w pierwszym sezonie wywalczył z nią awans. Chwilę później odebrał telefon od trenera Marka Żołędzia z ofertą pracy w roli jego asystenta w Podhalu Nowy Targu, które już wtedy grało w 3 lidze.

W Podhalu spędził kolejne 2,5 roku. Po Żołędziu był asystentem Dariusza Sieklińskiego, Tomasza Kulawika  i Janusza Niedźwiedzia.

Miał też krótki epizod w roli pierwszego trenera. Skończyło się na 8 spotkaniach

- To było po tym jak z klubu odszedł trener Siekliński. Było to dla mnie spore wyzwanie. Zespół był trochę rozbity serią słabszych wyników. Wprawdzie w tabeli zajmowaliśmy bezpieczną 12 pozycję, ale ambicje w klubie były dużo większe. Udało mi się to jakoś wszystko poukładać. Z 5 meczy wygraliśmy 3 i skończyliśmy ligę na 8 pozycji. Takim ukoronowaniem naszej wspólnej pracy było zdobycie Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim. Szczerze miałem nadzieję, że zarząd da mi szansę w kolejnym sezonie. Stało się inaczej. Wróciłem do roli drugiego trenera. Było o tyle łatwiej, że do Nowego Targu trafił trener Kulawik, któremu wiele zawdzięczałem. Cieszyłem się na myśl o współpracy z nim.

hajnos4

Teraźniejszość

W przerwie zimowej sezonu 2017/2018 postanowił zrobić kolejny krok w swojej karierze szkoleniowca. Odszedł z Podhala i przejął stery w czwartoligowym Gliniku Gorlice, klubie tradycjami i wysokimi aspiracjami. Wiosna była w „kratkę”, ale kolejnym seoznei zespół miał walczyć już o najwyższe cele. 

I pewnie by tak było gdyby w Gliniku nie doszło do zmian w pionie zarządzającym. A te na ogół pociągają za sobą zmiany w sztabie. Nie inaczej było i w tym przypadku. Nowy zarząd nie podjął współpracy z Hajnosem, mimo że do rozpoczęcia rozgrywek zostało raptem dwa tygodnie.

- Była to zmiana podyktowana polityką w klubie. Postawa piłkarzy, gdy dowiedzieli się, że podziękowano mi w takich okolicznościach, była dla mnie niesamowita i na zawsze pozostanie mi w pamięci. Stanęli za mną murem, do tego stopnia, że część z Nich zrezygnowała wtedy z gry w ukochanym klubie. Wiem, że przeczytają ten wywiad i dlatego korzystając pragnę Ich pozdrowić!

Grzegorz wrócił więc na Podhale. Długo jednak nie nacieszył się wolnym czasem. Jeszcze się dobrze sezon 2018/2019 nie rozkręcił, a zgłosił się po niego Lubań Maniowy.

- Błyskawicznie doszliśmy do porozumienia. Lubań to już wyrobiona marka nie tylko na Podhalu, ale w województwie. Jest tam doskonały klimat do piłki. Wiem, bo grałem w tym klubie przez prawie 2 lata.

W Lubaniu pracuje do dzisiaj. Pierwszy sezon maniowianie pod jego wodzą skończyli na miejscu 9 i po drodze dotarli do finału Pucharu Podhala. W bieżących rozgrywkach na półmetku zespół zajmował 5 miejsce co było dobrą pozycją wyjściową by wiosną włączyć się do walki o najwyższe cele. Plany pokrzyżowała pandemia koronowirusa.

hajnos7

Przyszłość w rękach Boga

Pytany o to co będzie robił za rok, dwa czy dwadzieścia unika jasnych deklaracji.

- Chcę być profesjonalnym trenerem i robię wszystko, żeby tak było. Staram się tak prowadzić Lubań Maniowy jakbyśmy już dziś grali w wyższej lidze. Nieustannie się kształcę. Kilka tygodni temu odbyłem drugi już staż w Sandecji Nowy Sącz, która przy obecnym szkoleniowcu gra w podobnym systemie taktycznym do nas.  Mam marzenia, ale też nie wybiegam za daleko w przyszłość. Wierzę w Boga i wiem że Bóg dla każdego z nas ma najlepszy plan. Oddaje się Jego woli i staram się codziennie słuchać Jego głosu. Dziś cieszę się, że jestem trenerem Lubania Maniowy i będę dalej robił wszystko, żeby klub i drużyna jak najlepiej funkcjonowały.

Maciej Zubek