Waniczek Skarby Dursztyna okładka

Książka autorstwa Krystyny Waniczek pod takim tytułem ukazała się w nowej serii Biblioteki Franciszkańskiej, jako ósma z kolei. W podtytule dodano „Centra promieniowania duchowości”, co uzupełnia tytuł i przybliża zawartość. Przeglądanie książki (to jeszcze nie czytanie!) zaczynam od zapoznania się ze stroną redakcyjną i spisem treści, i tak też stało się tym razem, dlatego byłem przygotowany na pytanie, z którym się do mnie zwrócono. Właśnie pytającemu chodziło o szczegół w opisie redakcyjnym.

Ku mojemu zdziwieniu zostałem zapytany: dlaczego na stronie redakcyjnej jest imprimi potest, a nie imprimatur? Pozwoliłem sobie zaraz w pierwszym zdaniu recenzji zwrócić uwagę na serię wydawniczą, w której się ukazała, bo moja odpowiedź jest nawiązaniem do niej. Między jednym, a drugim określeniem nie ma rozbieżności, bo dotyczą tego samego, ale jednak jest drobna różnica, która pozwala precyzyjnie umiejscowić książkę. Imprimi potest oznacza: można wydrukować, a imprimatur: niech zostanie wydrukowany. Każdy z państwa zapyta: gdzie ta różnica? Pierwsza jest oznajmieniem przełożonego zakonu (generała prowincji), druga ostatecznym zatwierdzeniem przez władze Kościoła katolickiego, zazwyczaj biskupa. Teraz już wiadomo, dlaczego w tej książce znalazło się imprimi potest, gdyż pozwolenie wydał Minister Prowincjalny Prowincji Matki Boskiej Anielskiej Zakonu Braci Mniejszych w Krakowie. W prawodawstwie franciszkańskim prowincjał nazywany jest ministrem prowincjalnym.

Książka składa się z czterech głównych rozdziałów uzupełnionych rysem historycznym Spisza i Zamagurza Spiskiego, i samego Dursztyna oraz dokumentacyjnym aneksem, zupełnie zrozumiałym ze względu na jej charakter. Powstała z myślą, by przybliżyć walory duchowe miejscowości, powierzchniowo i liczebnie niewielkiej. Podkreślam ten walor z tego względu, że pominięto w książce, a raczej celowo ograniczono opisy jej położenia, z walorami widokowymi pretendującymi do wyjątkowych. Autorka pisząc książkę miała co innego na myśli, postanowiła uświadomić czytelnikowi, że to co najważniejsze, często nie jest widoczne dla oczu. Dlatego najważniejsi dla niej są ludzie, którzy tutaj posiedli umiejętność jednoczenia się do tworzenia rzeczy dobrych. Wśród tej społeczności były jednostki na tyle się wyróżniające, że pozostało po nich niezatarte znamię. Dursztyn zawsze pozostawał na uboczu. Może ze względu na długie lata nie posiadając dobrej drogi dojazdowej? Nie wspomnę o zimie, kiedy zaspy śnieżne odcinały wieś od świata. To odgrodzenie od cywilizacji prowadziło do symbiozy z naturą, ale też przyciągało ludzi z tego innego świata, niebanalnych, potrafiących swoim zachowaniem pobudzać innych do działania. Stąd zrodziła się kanwa duchowości w Dursztynie, której prekursorami byli o. Ireneusz Kmiecik OFM i Mieczysława Faryniak, bardziej znana jako Pani ze Skałki.

Pierwszy z głównych rozdziałów poświęcony jest klasztorowi we wsi, to franciszkanie byli dla mieszkańców duchowymi przewodnikami i nauczycielami, stąd odnotowana rola dursztyńskich duszpasterzy, począwszy od wspomnianego już o. Ireneusza Kmiecika. Interesującym – przynamniej dla mnie – jest opisana historia zakonników podczas słowackiej okupacji Spisza w czasie II wojny światowej.

Drugi z rozdziałów przybliża postać Pani ze Skałki, jej historię życia, w szczególności zamieszkanie w wiosce na końcu świata, jej romantyczność duszy i dużą wrażliwość serca, i fascynację Tatrami. Piękne jest jej wspomnienie, gdy jeszcze podczas pracy w banku sprawdzając konta klientów słyszała szmer potoków górskich i z trudem przymuszała się do odpowiedzi na zadawane pytania klientów. Jej zamieszkanie i mozolna aklimatyzacja w Dursztynie z początku była pełna zgrzytów, a nadto przeżyła rozpacz po niespełnionej miłości. Z czasem została zaakceptowana przez mieszkańców. Na wszystko potrzeba czasu, tak stało się z jej drogą duchową, której się cała oddała. Okres II wojny światowej to kolejne przeżycia związane z ratowaniem rodziny żydowskiej. A po wojnie? – to trzeba przeczytać, bo życie w nowym ustroju nie napawało optymizmem i pełne było nowych trudności, podobnie wyglądała jej droga usiana bruzdami aż do chwili, gdy oddała, co miała Zgromadzeniu Niepokalanego Poczęcia NMP. Odtąd siostry niepokalanki zapisują się w historiografii miejscowości. Historia Pani ze Skałki jest poruszająca i uzasadnione jest poświęcenie jej tyle miejsca na łamach książki.

Kolejny pasjonujący rozdział w książce to historia „Wichrówki” na wzgórzu Honaj. Miejsce to oddziałuje na mieszkańców równie wyraziście, jak to pod Skałką. Burzliwe dzieje willi od 1935 r. nadają się na drukowaną opowieść lub film fabularny. Istotnym fragmentem jej historii był okres II wojny światowej, gdy willa stała się przystankiem na trasie kurierskiej Warszawa – Budapeszt, znanej pod kryptonimem „Karczma”. Historię tego miejsca od Bogusława Pajora i Józefa Dunin-Śmiałkowskiego zamyka od lat 70 minionego wieku ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie i świeckiego Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła. W 2012 „Wichrówka” przemianowana została na pustelnię, czyli powróciła do swojego pierwotnego przeznaczenia.

Rozdział „Dom Dzieci” jest najkrótszym w książce, niewspółmiernie do historii tegoż miejsca. Budowa domu związana jest z życiem Wiesława Nalewajskiego, który postanowił pójść za głosem serca i zrobić to, o czym zamyślał. Sam wychowanek domu dziecka nie wahał się poprawić życie i egzystencję dzieci takich jak on, osieroconym i pozbawionym opieki, ofiarować im prawdziwy, rodzinny dom. Zbudowanie jego, a następnie sprowadzenie sióstr ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza do Dursztyna i powierzenie im prowadzenia placówki opiekuńczo-wychowawczej nad dziećmi jest zrealizowaniem tego marzenia, niejako podsumowaniem życia, pełnego doświadczeń z wojny, okupacji, jak i powojennego dzieciństwa, związanego z ciężkim przeżyciem. Dodam, że jego fundator z wykształcenia jest inżynierem, absolwentem Politechniki Poznańskiej, ba nawet po doktoracie!

Gdy będziemy czytać dzieło Krystyny Waniczek, zdajmy sobie sprawę z tego, czym jest Dursztyn. To nie tylko powalający widok na Tatry, Pieniny, Gorce… to miejsce przesiąknięte duchowością tych niezwykłych ludzi.

Myślę, że i Autorka tej książki dopisuje się do ich niezwykłych życiorysów i sądzę, że historia tegoż miejsca nie jest wyczerpana, co sama zauważyła wspominając o Szkole Podstawowej im. Stanisława Staszica sięgającej jeszcze czasów austro-węgierskich, a mnie osobiście zabrakło w jej książce historiografii stajni jurgowskich, tyle że będzie to wymagało spojrzenia trochę za horyzont tego zakątka Polskiego Spisza, z Honaju ku Tatrom Bielskim.

Ramy recenzji mają swoje granice i zdarza się, że czasami żałuję, że takie są, ale proszę zrozumieć, nie można pisać drugiej książki, by na końcu nazwać ją recenzją. Non licet - Nie godzi się.

 

Ryszard M. Remiszewski

 

Krystyna Waniczek: Skarby Dursztyna : Centra promieniowania duchowości, Biblioteka Franciszkańska, Kraków 2020, ss. 311