Podhale Region

Sobota, 21 kwiecień 2018

Ostatnia aktualizacjaPt, 20 Kwi 2018 9pm

Jesteś tutaj: Home Społeczeństwo Magazyn Romana Dziobonia „Spotkania w drodze”. Jestem przyjacielem ludzi…

Reklama

Społeczeństwo

Romana Dziobonia „Spotkania w drodze”. Jestem przyjacielem ludzi…

dziobspot18

NOWY TARG. Z Wydawnictwa „Zachylina” prof. Anny Mlekodaj wyszła kolejna dopieszczona i wartościowa pozycja. To „Spotkania w drodze” Romana Dziobonia – klasyka podhalańskiej poezji, autora gawęd i wspomnieniowych książek, niestrudzonego wędrowca, miłośnika gór, zapalonego rowerzysty i narciarza. „Spotkania” są zbiorem wspomnień i opowieści o ludziach – zebranych podczas podróży przez życie.

Gdyby tę podróż odbywał on jakimś szybkim środkiem transportu – nie byłyby to spotkania tak ciekawe i głębokie i długie, bo nieraz owocujące wieloletnią przyjaźnią. Są to jednak spotkania najczęściej podczas niespiesznych wypraw rowerowych i pieszych. Wtedy ma się pewność, że tych ludzi „Bóg mu nagodził”. A w góralskiej gwarze „nagodzić” znaczy i „obdarzyć”.

Tak podróżuje „ujek Romek” – „do przeszłości, do mądrości, do samego siebie”; do serc i myśli napotkanych osób. Pamiętając zawsze o „łasce domu”, czyli rodzinnej chałupie na nowotarskim Meksyku, o świetle naftowej lampy, o zapachu ścian i mokrego drewna szorowanego co tydzień progu i ławeczki od strony ulicy; o zapachu fartucha mamy, kiedy wracała z obory po wydojeniu krów. Dom to wspomnienie matki, która w szpitalnej izolatce odeszła tak wcześnie, że nie wiedział jeszcze, co to śmierć; wspomnienie ojca Stanisława – weterana austriackiej armii, człowieka z zasadami.

Blizny też bolą...

Roman Dzioboń pochował już pięć starszych sióstr i ukochaną żonę „Siasię”, która dzieliła z nim turystyczne pasje, a nie chciała się zestarzeć.

Czas leczy rany – mówi teraz . – Ale blizny też bolą...

Pamięć natomiast potrafi nawet wyostrzać cechy ukochanych osób. Po tylu przeżytych latach, ile on ich nosi w swoim „garbie”, wie też, że aby móc naprawdę spotkać się z drugim człowiekiem, trzeba przezwyciężyć, bierność, lęk, a otworzyć oczy, uszy i serce, na wstępie obdarowując każdego – znanego czy nie – przyjaznym uśmiechem.

Bo nawet ten nieznany, jeśli odpowie na ten życzliwy uśmiech, gest pozdrowienia – już staje się znajomym.

Jeszcze w zielone gramy!

- Jestem przyjacielem ludzi – zapewniał z wdzięcznością za każdą taką odpowiedź na zgotowanej przez Marcina Kudasika, jego syna Szymka i innych „Śwarnych” premierze swojej książki w nowotarskim MOK-u.

Spektakl zupełnie różny od innych scenicznych przedsięwzięć zespołu, wskrzeszał odgłosy gazdówki na Meksyku – szczekanie psa, gdakanie kur, trzask piorunów. Płynęły powojenne piosenki i melodia tanga. Pod koniec wybrzmiała i nieśmiertelna piosenka Wojciecha Młynarskiego „Jeszcze w zielone gramy...”. A co chwilę ktoś z dreptającej w codziennym pośpiechu i co rusz porywanej melodią grupy zdejmował maskę, odsłaniając twarz. Przestawał być anonimowy. Miał imię i charakter.

We wspomnieniach Romana Dziobonia, w sercu i pamięci, mieszkają ludzie, których pewnie nie napotkałby gdzie indziej niż w górach i na rowerowych ścieżkach. Są samorodni artyści – jak Józef Janos, który z Dębna chodził boso na odpust do Ludźmierza; jest licealny matematyk prof. Przesławski „Mamut”; jest fotograf i rowerzysta Józef Broś, jest Jan Szal – jego mechanik i rowerowy mistrz; jest Teofil Wałach - felczer o rozległej wiedzy, jest przewodnik i poeta, tatrzański bard Jurek Tawłowicz, jest Józef Kaleta – gazda spod Długiej Polany, jest cała plejada innych postaci.

Co to jest starość?

Ale promocja książki była najwspanialszym do niej dodatkiem, bo kolejnym spotkaniem – z Romanem Dzioboniem, który mógł mówić o tym, jak kocha ruch i ludzi; o tym jak postrzegał świat w każdej porze swojego życia i co w człowieku zmienia starość.

A z perspektywy minionych lat i całego swojego doświadczenia Roman Dzioboń mówi nam: - Trzeba wiedzieć tyle i rozeznawać tyle, żeby nie stać okrakiem nad barykadą.

Podaje też swoją definicję starości:

- Niezależnie od takiego czy siakiego bólu, który się czuje; niezależnie od tego, gdzie by się chciało być i już nie będzie, co by się chciało zrobić i już nie zrobi - starość jest wtedy kiedy jest ci wszystko jedno, kiedy świat przestaje cię interesować.

A jemu – człowiekowi z niegasnącą twórczą weną, ostrym widzeniem spraw i świadomością, że każdy, nawet bardzo znajomy człowiek, to wielki znak zapytania - ten stan ducha jest na razie z gruntu obcy.

Jego w tej chwili największe zmartwienie polega na tym , jak ze swoimi przemyśleniami, ze swoim „garbem” doświadczeń, z całą mądrością i pięknem, które przez lata gromadził w sercu, w pamięci i pod powiekami – trafić do młodych? Jak „typ analogowy” może nawiązać nić porozumienia z „typem cyfrowym”?

Romana Dziobonbia "Spotkania w drodze"

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zastrzega sobie jednak prawo do nie publikowania ich, zwłaszcza tych, które zawierają wulgaryzmy, epitety powszechnie uznane za obraźliwe, nawołują do zachowań niezgodnych z prawem, obrażają osoby publiczne i prywatne, inne narodowości, rasy, religie itd.
Komentarze nie dotyczące danego tematu, atakujące personalnie innych komentatorów i autorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz uwagi skierowane do Redakcji – będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

Fotografia  R&A

Reklama

Nasi partenrzy

TV Podhale

logonaszkasprowy

fottboll

Taxi Rabka-Zdrój

Nasi partenrzy

nspj

mbludzm pl m

Tarnów In

 

Nasi partenrzy

zakopanedlaciebie.pl


natatry.pl


Resort Kościelisko

Reklama