PIENINY. W obchody 700.lecia Sromowiec czyli Przekopu włączyła się - zPrzekop 4a jak najlepszej strony - Szkoła Podstawowa w Sromowcach Wyżnych. W ramach organizowanego cyklu dla uczniów i przez uczniów - w celu zachowania przed zapomnieniem miejscowej kultury i tradycji - przyłączono się do obchodów tak zacnej rocznicy (1317-2017) pod hasłem powrotu do korzeni.

Dyrektorka szkoły Joanna Workowska zaprosiła na spotkanie z uczniami Wojciecha GóreckiePrzekop 1aPrzekop 2aPrzekop 3ago, współautora dwóch liczących się książek: Sromowce Wyżne czyli Przekop: Osada przy drodze królewskiej (2010) i Ocalić od zapomnienia: Sromowce Wyżne na starej fotografii (2013). Nie można było lepiej wybrać na początek, tym bardziej że Wojciech Górecki jest mieszkańcem Sromowiec Wyżnych i znanym badaczem historii regionu.

Już na samym początku spotkania dyrektorka szkoły przedstawiając ciepło Wojciecha Góreckiego zapytała uczniów: skąd go znacie? Gremialnie odpowiedzieli: z kościoła! Pan Wojciech bowiem jest kościelnym w parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika.

Prelegent przedstawił i przybliżył historię lokacji na prawie niemieckim magdeburskim miejscowości Przekop, dzisiejszych Sromowiec Wyżnych w oparciu o dokument z 20 lipca 1323 r. wydanego przez Budzisławę, ksieni klasztoru w Starym Sączu założonego według reguły św. Klary. Akt skierowany został do Eberharda i jego żony Katarzyny, którzy kupili sołectwo właśnie w tej wsi za sumę dwudziestu czterech grzywien. Tu pan Wojciech przybliżył uczniom co to była grzywna czyli miara mennicza, inaczej mówiąc 200 gramów srebra. Z jednej grzywny srebra najczęściej wybijano 48 groszy, a ile to było pieniędzy? Dał przykłady: pod koniec XIV wieku baran kosztował 8 groszy, koń 100 do 300 groszy, 200 litrów piwa 16 groszy i najbardziej przemawiająca do uczniów kopa jaj – 1,5 grosza.

W dokumencie jest mowa o przeznaczeniu ziemi na utrzymanie drogi głównej, o którą mieszkańcy Przekopu mieli obowiązek dbać, przekopywać – utwardzać, zwłaszcza w jej części prowadzącej przez Dunajec. W dokumencie z 1334 r. po raz pierwszy pojawiła się informacja o Sromowcach i ich podziale na część wyżną i niżną.

Uczniowie wcześniej zapoznali się z książką o Przekopie, dlatego temat nie był im obcy i mogli autorowi zadawać pytania. Spotkanie zakończyło się krótką częścią artystyczną słowno-muzyczną oraz konkursem zwijania włóczki, przygotowaną pod kierunkiem nauczycielki Jadwigi Chmiel.

Zapytałem prelegenta o wrażenia z tego spotkania, powiedział: - dzieci słuchały, dosyć były zainteresowane, co w trakcie widziałem. Cieszę się, że szkoła zorganizowała coś takiego, bo to zostanie w pamięci. Dzieci wcześniej miały książkę przeczytać, więc wiedziały o czym mówiłem.

Na koniec relacji dodam, co mnie zainteresowało, powiem nawet, że było zaskakujące. Wiedziałem, że średniowieczna Rzeczypospolita była potęgą w hodowli wołów – rzeźnych i pociągowych, ale nie zdawałem sobie sprawy, że chyba jeszcze większym producentem i eksporterem czerwonego barwnika – koszenii! Barwnik był w Europie szeroko stosowany w przemyśle tekstylnym, farbiarstwie i w malarstwie jeszcze do połowy XIX wieku.

Źródłem barwnika były czerwone larwy czerwca polskiego, żerujące na roślinie zwanej Czerwiec trwały (Scieranthus perennis) z rodziny goździkowatych rosnących na ugorach i piaskach. Czerwiec polski (Porphyrophora polonica) był owadem z rzędu pluskwiaków. Czas zbiorów do celów przemysłowych odbywał się w czerwcu, dlatego od tegoż owada wywodzi się nazwa koloru czerwonego oraz nazwa miesiąca. Wojciech Górecki zasugerował nawet, że kojarzona z Polską barwa czerwona mogła znaleźć się na naszej fladze narodowej!
Ogromne ilości tegoż barwnika wywożone były drogą królewską przez Przekop czyli Sromowce. Upadek produkcji barwnika w Polsce nastąpił po odkryciu Ameryki, wyparty został przez tańszy pozyskiwany z czerwca kaktusowego (Dactylopius coccus) żyjącego na opuncjach. Z dużą dozą humoru można przypuszczać, że do upadku Rzeczypospolitej przysłużyło się odkrycie Ameryki i niewielki owad czerwiec kaktusowy.

Szkole Podstawowej i gronu nauczycielskiemu można pogratulować pomysłu spotkania i jego tematyki.

Ryszard M. Remiszewski

Fot. Grzegorz Chmiel