Podhale Region

Środa, 15 sierpień 2018

Ostatnia aktualizacjaWt, 14 Sie 2018 10pm

Jesteś tutaj: Home Społeczeństwo Kultura i folklor „Rektor zbójnik”, czyli góralskość przenikająca życie

Reklama

Społeczeństwo

„Rektor zbójnik”, czyli góralskość przenikająca życie

rekzboj18

NOWY TARG. Na 140 stronicach ludzkiego życia opisać się nie da. Ale można stworzyć rys osobowości niezwykłej, która mocno wpisuje się w rozwój Podhala i Małopolski. Postanowił zmierzyć się z tym zadaniem związany z krakowską „Solidarnością” reporter i publicysta Jerzy Sadecki, tworząc wywiad-rzekę z prof. Stanisławem Hodorowiczem – jedynym rektorem w Polsce, który zamiast berła nosił ciupagę zbójnickiego hetmana.

Promocja książki „Rektor zbójnik”, wydanej przez oficynę Universitas, w stolicy Podhala już się odbyła, w rodzinnej Bukowinie prof. Stanisława Hodorowicza Dom Ludowy zaprasza na nią 14. marca o godz. 18.00.

W sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej wydarzenie to zgromadziło przedstawicieli całego regionu – władze miasta i dwóch powiatów, delegacje Zarządu Głównego i nowotarskiego Oddziału Związku Podhalan, reprezentację „Podhalanki”, duchowieństwa, a przede wszystkim przyjaciół górali z obszaru od Pienin po Tatry.

Wróżki nad kołyską

Rozmowę z autorem wywiadu-rzeki i z jego bohaterem prowadziła prof. Anna Mlekodaj, starając się dociec, jakie to wróżki w 1941 roku stanęły nad kołyską małego Stasia, uzdalniając go do takich dokonań, jakie w swojej biografii mógł zapisać profesor, senator, wybitny chemik, krystalograf, członek Komitetu Noblowskiego w dziedzinie chemii, badacz gwary podhalańskiej i autor jej słownika. W tę formułę bardziej posiadów niż interview wpisał się najbardziej medialnie czynny bukowianin, Bartek Koszarek, występując jako multiinstrumentalista (od „kozy” po piszczałki) i wykonawca przyśpiewek – zawsze na temat.

Wyjawiając, co go połączyło z profesorem, Jerzy Sadecki przywołał postać dziadka swojej żony, przedwojennego majora artylerii Henryka Dulemby, który uciekł z transportu do Katynia, ukrywał się na Turbaczu, potem mieszkał w willi „Orla” na Klinie, u ciotki profesora. A jako publicystę zafrapowały go koleje losu chłopaka z Bukowiny, który chciał się kształcić i piął się w górę, ale pozostał góralem i piastując rektorskie godności zawsze działał jak góralski gospodarz.

Góralska ambicja

- Można powiedzieć, że ta góralskość stanowi całe życie profesora – taką tezę wywiodła w wywiadu rzeki prowadząca dyskurs, a bohater książki skwapliwie przytaknął.

Książka powstawała od marca do października ubiegłego roku, podczas spotkań dość intensywnych, ale nieregularnych. Duże fragmenty gwarowe wymagały autorskich sprawdzeń profesora.

Rozmowa o niej była natomiast okazją do cofnięcia się w czas dzieciństwa profesora, w powojenne lata dopiero co odkrytej przez letników Bukowiny Tatrzańskiej, by pokazać patronów życiowych ambicji i idoli najwcześniejszej młodości Jego Magnificencji. A stanowili to grono: zarówno Babka Dziadońka, czyli Bronisława Konieczna – przezdolna, samorodna muzykantka, która w młodych leciech może i chodziła ze zbójnikami; starzy górale na posiadach prawiący o strzygach, diabłach, dziwożonach, także i o czasach Franciszka Józefa; Staszek Chowaniec-Sewców – mistrz w podnoszeniu ciężarów, który rozstrzygnął niejedną bitkę w wierchowej wsi, ale również intelektualne elity, które po wojnie zaczynały zjeżdżać do Bukowiny na letnisko, np. cała grupa fizyków atomowych, lekarze, aktorzy Teatru Słowackiego, humaniści.
Dodać trzeba, że trafiło się przyszłemu członkowi tych intelektualnych elit w dzieciństwie wybić kościelne okno i trochę napsocić, a w młodości od bitek nie stronił.

Inne życie...

- Życie inaczej wyglądało – mówił profesor. - To były familiarne wycieczki, wspólne prace – bo jak przychodził deszcz, to letnicy nieraz pomagali grabić. Nie było telewizji, ludzie się spotykali, a na elitę patrzyło się z szacunkiem. Ten szacunek był ogromny. Myślałem sobie, że tak mądrzy ludzie wszystko wiedzą. A mnie interesował i kosmos, i świat atomów.

Dopiero potem Staszek chowany na lekturze Sienkiewicza i Kraszewskiego z biblioteki pani Ćwiżewiczowej dojrzał do góralskiej mądrości zawartej w porzekadle: Prowde znachodzis i prode tracis – co znaczy, że zawsze gdy wyjaśnisz jedną rzecz, dokonasz odkrycia, to otwierają się nowe, coraz szersze horyzonty.

- Nieraz żałuję, że leśnikiem nie zostałem... – wyznał profesor na promocyjnym spotkaniu. – Las to żywioł przyjazny człowiekowi, lek na wszystkie troski.

Ale i „polowackiej” pasji nie można się oddawać tak często, gdy przełożeni widzą człowieka na coraz bardziej odpowiedzialnych stanowiskach; gdy prowadzi się naukowe badania, gdy sprawy regionu i Małopolski wymagają zaangażowań na najwyższym szczeblu; gdy Opatrzność oddaje w ręce losy Podhalańskiej Wyższej; gdy trzeba walczyć o „zakopiankę” pod Tatry.

- Życie to cały czas rozwój, wychodzenie ponad stan zastany – starała się filozoficznie nieco spuentować żywot profesora pni Ania, wskazując na jego typowo góralskie cechy: umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji i ambicję.

Autor wywiadu-rzeki ujął to prościej:

- Chciałem pokazać historię pracowitego człowieka, góralskiego chłopca, który pnie się w górę, ale ciągle wraca do swoich korzeni, ciągle jest tym rektorem-zbójnikiem.

Trzecia prowda

Jan Antoł skorzystał jednak ze spotkania, by poprosić profesora o refleksję nad „dawnymi i młodszymi laty”; także nad przyszłością regionu.

- Ten świat już nie jest mój – z nutą żalu mówił profesor. – W latach mojego dzieciństwa ludziom nie przychodziło do głowy, że w mowie czy w piśmie można kłamać. Słowo było słowem. Tego obyczaju już nie ma. Dawniej w zespołach, w góralszczyźnie nie było komercji – ludzie robili to, dla przyjemności, żeby się wyżyć i ucieszyć. Podejście do uczciwości, kultura bycia się zmieniły. W nauce też nie jest lepiej – ileż badań robi się pod zamówienia, iloma pseudolekami epatują nas koncerny... W nauce też jest bardzo duży brak rzetelności. To się może przerodzić w coś bardzo groźnego dla naszej kultury – w sferze materialnej i duchowej. Są więc minusy, ale są też plusy i trzeba to wszystko przyjmować tak, jak jest. Chciałbym jedynie, żebyśmy się w tym wszystkim starali kierować starą góralską mądrością: - Nie wozne, coby była na wierchu twojo prowda cy moja, ino coby była nasa.

Po takiej syntezie na kwiaty, gratulacje, podziękowania za „Podhalankę” i „zakopiankę” profesor już w pełni zasłużył.

Tutaj zdjęcia  - "Rektor zbójnik" promocja

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zastrzega sobie jednak prawo do nie publikowania ich, zwłaszcza tych, które zawierają wulgaryzmy, epitety powszechnie uznane za obraźliwe, nawołują do zachowań niezgodnych z prawem, obrażają osoby publiczne i prywatne, inne narodowości, rasy, religie itd.
Komentarze nie dotyczące danego tematu, atakujące personalnie innych komentatorów i autorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz uwagi skierowane do Redakcji – będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

Fotografia  R&A

Reklama

Nasi partenrzy

TV Podhale

logonaszkasprowy

fottboll

Taxi Rabka-Zdrój

Nasi partenrzy

nspj

mbludzm pl m

Tarnów In

 

Nasi partenrzy

zakopanedlaciebie.pl

 

natatry.pl

 

Resort Kościelisko

Reklama